poniedziałek, 20 grudnia 2010

Siema. 
Gościnnie piszę tu felieton jako znawca wszystkiego oraz Nitschego. Jaram się Evą Mendes, swoim hip-hopem, rock and rollem i jestem rozpoznawalny pod pseudonimem MC Maciek. Moje teksty, które latają jak rządowe samoloty będą przede wszystkim o polityce ale dobrego brzmienia gitarowego na pewno nie zabraknie. Trzeba w końcu pokazać, że świat nie tylko hip hopem stoi. Pewnie słyszeliście o Julianie Assangu, a jeśli nie słyszeliście to czym prędzej wchodźcie na stworzony przez niego portal Wikileaks, ponieważ jest o czym poczytać ( i tak pewnie nie będzie działać bo wujek sam ciągle drapie go swoimi pazurkami). Nie fascynuję się najmocniej tymi faktami, które ten portal przedstawił, bo w większości nadają się one do "Życia na gorąco", a niżeli do "Gazety Wyborczej", ale sam strach i bezskuteczne próby ukarania przez Stany wyżej wspomnianej postaci mi się podobają. Tamtejszy rząd nastraszył już m.in. Vise, Mastercarda, Paypal'a i Bank of America skutecznie blokując dopływ gotówki dla Wikileaks. Riposta hakerów sympatyzujących z Assangem była natychmiastowa o czym można było się przekonać z min rzeczników tych instytucji, którzy twierdzili, że maja tylko "drobne problemy" z elektroniczną odnogą swoich przedsiebiorstw. Ja też od dzis likwiduje moje sześciocyfrowekonto w Bank of Amerika i przenoszę je do PKO BP. Nara.

P.s. Pozdro od Agenta Tomka.
eMCe Maciek

niedziela, 7 listopada 2010

roth boys in the building tonight

yo moi drodzy fani na całym świecie,wróciłem właśnie z mauritiusu, wracam do gry poniżej.enjoy.


asher roth - asleep in the bread aisle (2009)

krążek ashera dymam jakoś od czasu gdy kończyło się lato, przechodząc w smutną jesień, a ta praktycznie już w zimę.. dlaczego na tak długi okres "asleep in the bread aisle" przykuło uwagę moich uszu ? ash mimo,ze jest białasem to dysponuje kozackim flow, miło akcentuje, dobiera produkcje na których odnajduje się w 100% (ucho synu!), nie sposób chłopakowi  odmówić naturalności - tematyka utworów po których porusza się roth jest jakże bliska nam, białym chłopcom i białym siostrom ze środkowej europy. bo wiesz, studia, a w wypadku autora albumu koledż blau, świetne singlowe "i love college" traktujące właśnie o studiowaniu i o wszystkim tym z czym wiąże się chodzenie na uczelnie; melanż itp...dalej numery np. o kulaniu się samochodem, inhalowaniu joystickow, naparzaniu na konsoli (i`m xbox live bitch!), choć jestem zobowiązany nadmienić,że są tu momenty bardziej rozkminkowe typu "as i em",w którym asz mówi,że eminem był dla niego inspiracją, ale jest sobą i nie chce być do niego porównywany czy spokojne "his dream". chciałbym też poinformować, że uwielbiam perkusję od don cannona w wyprodukowanym przez niego "la di da" i w "sour patch kids" - tracku złożonego przez jak to się odmienia,ekhm...: orena yoel`a ?(wtf, egzotycznie to brzmi), który to jest odpowiedzialny za 90% "asleep in the bread aisle"

na przestrzeni całego LP pan mc operuje prostymi (w tym wypadku to tylko i wyłącznie zaleta) ale jakże trafnymi liniami: "so fill up my cup, let's get fucked up", "I can't tell you what I learned from school but/ i could tell you a story or two, um/ yeah, of course I learned some rules/ like don't pass out with your shoes on", "...And no rules, I'm only 22/I need to watch football and hang with a crew/but if you don't get mad when I get fat/cuz all I do is eat drink smoke weed and rap". nic wielkiego ? ale do chuja właśnie takich wersów często brakuje w rapsach zza oceanu bo przecież nie każdy mc to gangster. i cytując pewnego genialnego pijaka: "Prostota to sekret najgłębszych objawień, pisarstwa, malarstwa, każdej czynności. Życie jest doniosłe w swojej prostocie." (jeśli znasz autora tych słów to powiedzmy,że czeka Cię nagroda,ha)..

podsumowując asher paul roth,obecnie 25 letni białas z morrisville w pensylwanii (o dzięki Ci wikipedio) debiutując w 2009 roku albumem "asleep in the bread aisle"  narobił sporo szumu, wybił się, zyskał szacunek sceny, chociaż już pewnie takowy posiadał po pierwszym mikstejpie (nie słuchałem, hejtuj) skoro na krążku pojawili się sam Busta Rhymes! oraz Slick Rick! (klik klik panie al paciwo buaha).a zapewnił to sobie chłopaczyna swoimi umiejętnościami na bitach z tłustymi perkusjami, którym bliżej do 2000 niż do 2010 (w rap środowisku to przeważnie ogromny plus) i fajnym podejściem, ja to kupuję,i czekam na kolejne wydawnictwo.  


C e s a r z K l e p i u s z I

sobota, 6 listopada 2010

Czysta Krew vs, Pamiętniki Wampirów

Siewka ziomy i ziomalki! Jako, że znalazłem trochę wolnego czasu postanowiłem napisać pewien tekścik, w którym to porównam dwa modne ostatnio seriale pełne modnych ostatnio wampirów, które wcale takie straszne nie są jak się wszystkim wydawało.

Jakże ważna dla Naszej światowej kinematografii saga "Zmierzch" wywołała falę produkcji o wampirach. Tyle, że wcześniej kojarzone ze śmierciom demony stały się dobrymi duszami pragnącymi miłości śmiertelniczek. Nie inaczej jest w serialach "Czysta krew" i "Pamiętniki Wampirów". Zacznijmy więc od podobieństw.

W obu serialach mamy główne bohaterki. Obie są irytujące i to wokół nich wszystko się kręci. Obie także zostały obiektem westchnień wampirów i  w obu przypadkach ich związki są skazane na niepowodzenie. W "Czystej krwi" ("true blood" w oryginale) postacią główną jest nijaka Sookie Stackhouse grana przez nijaką Anne Paquin (na filmwebie pisze, że w x-memach występowała). Mieszka ona sobie na jakiejś prowincji i pracuje jako kelnerka w barze do, którego chodzą wszyscy mieszkający tam gdzie ona. Poza tym potrafi czytać w myślach, ale nie uważam by było to znaczące. Przecież każdy to potrafi. Dajmy przykład mojej dziewczyny jak przychodzę do domu. Pierwszy tekst: "piłeś!". Kurwa, powiem Wam, że jasnowidz na chacie to nic miłego.

W "Pamiętnikach Wampirów" (sami se przetłumaczcie) zaszczytem będzie poznanie Eleny (Nina Dobrev). Ładna laseczka, ale jak to bywa przejmuje się wszystkimi na około, każdemu by pomogła, ale jak ją o loda poprosisz pewnie odmówi. Wszystkie takie są. Dobra do rzeczy. Elenka mieszka w Mystic Falls gdzie chodzi grzecznie do szkoły. Nadprzyrodzonych mocy nie posiada, aczkolwiek mimo, że tego nie chce, ciągle wszyscy się o Nią martwią. Niech i tak zostanie. W końcu straciło rodziców w wypadku samochodowym. Elena ma brata emo, który ładnie mnie wkurza, no ale co pan zrobisz jak pan nic nie zrobisz.

Ok, dość pieprzenia , jedziemy dalej. Każda z wyżej wymienionych zakochuje się w wampirze. W "Czystej krwi" jest to Bill Compton, w "Pamiętnikach..." zaś Stefan Salvatore. Obaj są piękni, silni, mądrzy i...nie żywią się ludźmi. Wypijają elegancko krew zwierząt bądź inne "syntetyki". Może to właśnie przez ich humanitaryzm tak na nich laski lecą?

W pojedynku Bill vs Stefan jak dla mnie wygrywa ten drugi. Niby obaj są gburowaci i poważni to jednak wolę wampira z "Pamiętników...". Może przez swojego mrocznego brata Damona, który jest jego kompletnym przeciwieństwem? Zły, cwany i szemrany - taką prostą rymowanką najłatwiej określić drugiego brata Salvatore. Niegdyś obaj kochali kobietę. Ona zaś wampirem się okazała. Braci pokąsała i w demony pozamieniała! To główny powód ich obustronnej niechęci. Zresztą zobaczycie to się przekonacie.

Ok, przejdźmy w końcu do kwestii różnic. Seriale dzieli przede wszystkim uniwersum w jakim historie mają miejsce. W "Czystej krwi" wampiry ujawniają się światu. Japończycy wymyślili syntetyczną krew no i krwiożercze bestie stały się częścią społeczeństwa. W "Pamiętnikach..." o wampirach wie tylko parę osób tworzących tzw. radę założycieli. Potem oczywiście dowiaduje się więcej ludzi, głównie z otoczenia Eleny.

Znaczącą różnicą jest tempo akcji i wątków. Nie ukrywam, że oglądałem tylko pierwszy sezon każdego z serialii. Moim zdanie wygrywają "Pamiętniki...". Wątków jest dosyć dużo, ale i wmiarę szybko się wyjaśniają. Nie mamy tu powtórki z "Lostów" gdzie nawet przy czwartym sezonie do końca nie wiedziałem ocb. Dzieje się ogólnie dużo. Czasem zdarzą się przerwy na miłosne dramaty Eleny i jej wampirka, ale da sie to przeżyć.

Natomiast "True Blood" ciągnie się jak ursus. Nuda. Polecało mi ten serial wielu. Nie wiem czy lepszych nie widzieli, czy taka przeciętność jest dla nich fajna...nie mnie oceniać. Wątek główny ni chuja ciekawy nie jest. Serial ratuje postać geja-dilera.

Podsumowując walkę zdecydowanie wygrywają "Pamiętniki Wampirów". Teraz zacząłem sezon drugi i robi się całkiem ciekawie. Właśnie akcja głównie sprawia, że "Czysta krew" przegrywa. Fabułe rzecz jasna też ma gorszą, ale to właśnie prowadzenie akcji jest największym plusem na korzyść "Pamiętników...".

Tyle. Postów do grudnia duzo nie bedzie. Piszemy prace licencjackie z Klepą więc dajcie Nam spokój, ok?

Yo.                                                                                            B-BoB!

b, co ty kurwa oglądasz ? biedactwo, mogę Ci polecić kilka zapewne lepszych tytulów ;x. sam post ma swoje zabawne momenty ( piłeś?, lód), dobry wrzut. tak,tak; dlatego nie siekamy wpisów z odpowiednią częstotliwością bo piszemy pracę,.ahaam, tak naprawdę to nie chcę mi się, post mógłby być codziennie, blau!. - KdoeLdoPedoA


oglądam co mi się podoba, man ;] - B
ale wampiry? przecież "zdałeś" już panią Ł,;> - K

wtorek, 12 października 2010

Pezet & Małolat - Dziś w moim mieście [2010]

Yo, yo, yo wita Was redaktor Bobek, który wrócił niedawno z jakże ważnego dla Naszej kultury Krakowa.   To właśnie z tego miasta wywodzą się legendy polskiej sceny hip-hop. Mowa oczywiście o nieśmiertelnej FIRMIE oraz (straight form New Huta) 3Y. Ale dziś nie o nich ani o ich mieście, które nie chce być stolicą, a właśnie o stolycy (specjalnie tak napisałem), a dokładniej pisać będę o najnowszym albumie Pezeta i Małolata.

Nie przypadkowo wspomniałem o Krakowie. To głównie dzięki niemu powstał ten tekst. Wracając do Rybnika miałem dużo czasu aby wsłuchać się w projekt braci Kaplińskich o jakże miejskim tytule "Dziś w moim mieście". Jak warszawiakom udała się ta płyta? Zapraszam do czytania buce!

"Dziś w moim mieście" to 13 kawałków utrzymanych w mocno elektronicznym klimacie. Adeptom starej szkoły raczej się nie spodoba, ale fanom eksperymentów w rapie już na pewno. W Naszym pięknym kraju dużo ostatnio powstaje projektów na syntetycznych bitach. Mnie żaden nie powalił, być może dlatego, że pod takie produkcje trzeba władać naprawdę niezłym flow. Szczególnie gdy kawałki są dużo szybsze niż "standardowe" 95 bpm.

No i tutaj jest dobrze. Bo i Pezet i Małolat technicznie są bardzo mocni. Szczególny progres poczynił ten drugi. Chłopaki radzą sobie na każdym bicie, jaki usłyszymy na albumie, na poziomie bardzo dobrym (zajebiste zdanie). Niestety nie wszyscy zaproszeni na płytę goście poradzili sobie z produkcjami. Najłatwiej miał Małpa, który leci na bicie utrzymanym w normalnym tempie. VNM chyba zbytnio przechwalał się swoim amerykańskim flow ponieważ w konfrontacji z "Braćmi K" wypada zdecydowanie gorzej. Tak średniawo pojechali też członkowie Molesty. Dostali coś crunko-podobne i na dobre im to nie wyszło. Diox problemu nie miał. Ok.

Lirycznie "Dziś w moim mieście" nie jest pozycją szczególnie wybitną. Trochę tu bragga, trochę storytellingów , a i rozpamiętywanie starych czasów też znajdziemy. Wydaje mi się, że ta płyta raczej nie jest nastawiona na treść, a a na sposób nawijania. Mnie osobiście to nie przeszkadza, ale ortodoksi mogą pokiwać nosem.

Co do bitów to, jak na początku wspomniałem, są elektroniczne. Nie znajdziemy tu funku czy jazzu. Dużo za to padów i syntezatorów. Brzmienie nie do końca mi leży, ale płyta ma swój klimat. Na pewno lepsze to niż nowy truskul Palucha.

No i jakby to podsumować? Powiem tak: warto sprawdzić bo jest to jakiś powiew świeżości w polskim rapie. Czy to dobrze czy źle, że raperzy idą w taką stronę nie mi oceniać. Ja sobie posłuchałem, parę kawałków mi siadło, ale całości chyba więcej nie ugoszczę na głośnikach. Moja nota to 6/10.

                                                                                                                ..::|B-BoB|::..

sobota, 2 października 2010

Ortega przypomina o "Lavoramie"

I to kurwa jak! Od premiery "Lavoramy" minął ponad rok. Świetni goście z równie świetnymi zwrotkami, chilloutowy klimat i genialna produkcja sprawiły, że album został świetnie przyjęty przez krytyków i słuchaczy. Ja osobiście jarałem się tym gównem naprawdę długi czas. Zresztą nie raz do niego wracałem i nie raz pewnie wrócę.

Patr00 i Piter kończą działalność Ortegi. Żegnają Nas 15-minutowym teledyskiem, w którym zobaczymy mini-klipy numerów, które można było posłuchać na "Lavoramie". Pojawiają się m.in. Mielzki, Proceente, OSTR, Spinache, Finker i Reno. Naprawdę dobre wspomnienia mam z tą płytą. Aż żal uszy ściska, że to koniec. Jednak takie pożegnania mogę mieć co dziennie. Fajnie, że chłopaki szanują swoich odbiorców. Ja ich osobiście szanuję bardzo za to co zrobili. Wielkie 5 i czekamy na nowe projekty (Patr00/Mielzki!).

Cóż "to historia".



                                                                                 B-BoB.
 ps. a to dlatego chciałeś bym wbił na bloga jak rozmawialiśmy przez tele!, no,no pomysł ze zmianą programów mocny, mielzky jest kotem łamie mi serce gdy patrze, jessi też jest,nie zapominajmy..  na stylu się chłopaki wożą,15 minutowy pokaz mody, dobrze się ogląda. technika składania klipów przez sixteenpads jest świeża nie od dziś.(fullcap ny i śmigam!), lubię to!..ogólnie cukier dla ortegi zawsze... sprawdzałeś pezia z małolatem? - twój szef klepa


Jarają mnie w chuj okulary Spinacza. Ogólnie stylówe ma chłopak ładną. A co do Pezia z bratem to na myspace odsłuchiwałem i mi nie podsiadło. Na razie nie będę próbował tego sprawdzać :P - B-BoB aka Klepa Pisze Dla Mnie.