W zeszłym tygodniu Naszą płytą tygodnia było "Jazz, Dwa, Trzy" O.S.T.R.a, postanowiłem więc napisać krótki felieton na temat jego osoby. Zapraszam.
Adam Ostrowski (tak brzmi jego prawdziwe imię i nazwisko) to zdecydowanie najpopularniejszy raper nad Wisłą. Świadczy o tym przede wszystkim sprzedaż jego płyt. Każdy, kolejny krążek jest co najmniej "złoty". W erze internetu wynik ten jest naprawdę imponujący. O ich poziomie napiszę trochę później, teraz skupie się na słuchaczach, bo OSTRY w przeciwieństwie do Peji, Tedego czy Gurala ma dużo większe spektrum rozpoznawalności (nie wiem czy to mądre zdanie, ale niech zostanie).
Ok, więc...słuchaczy OeSTeeRa podzieliłem na trzy następujące grupy:
1) Oczytani i mniej oczytani studenci słuchający rapu
2) Wczuci i mniej wczuci "ulicznicy" (sory za nazwę, ale innej nie umiem wymyślić, więc noł ofens)
3) fani muzyki alternatywnej i muzyki w ogóle.
Ludzie znajdujący się w pierwszej grupie zapewne najbardziej cenią sobie "środkowe" dzieła Ostrego, czyli płyty, które wyszły w latach 2003 - 2007. Chodzi głównie o "Jazz w wolnych chwilach" (2003), "Jazzurekcje" (2004), "POE" (2005), "7" (2006) i "Hollyłódź" (2007). Osobiście sam bym wstawił swoją skromną osobę do tejże grupy. "JWCH" uwielbiam, "Jazzurekcje" kocham, "POE" jaram się w opór, "7" to w ogóle hołdy oddaje, a "Hollyłódź" było dla mnie ostatnią zajebistą płytą OSTRa. Potem już nie było ani nowatorsko, ani oryginalnie, zostały tylko piękne produkcje (wiadomo, że z wyjątkami).
Grupa numer dwa to moim zdaniem ludzie wielbiący drugą, solową płytę Adasia, czyli "Tabasco" (2002). Mnie to zupełnie nie dziwi. Osadzona w bardziej hardcorowych i ulicznych klimatach, a do tego zawierająca grono klasyków takich jak: "Ja i mój lolo", "Tabasco", "Grzech za grzech" no i przede wszystkim "Kochana Polsko", czyli numer,który zapewnił Ostremu dużo szerszą rozpoznawalność. Ja tam "Tabasco" bardzo lubię, ale i tak wolę jego późniejsze dokonania.
Ostatnia grupa to słuchacze, którzy łykają od O.S.T.R.a praktycznie wszystko. Myślę, że bardziej przekonują ich jego najnowsze płyty. Ja w nich osobiście nic zajebistego nie widzę. To nie są płyty złe, ale brak w nich klimatu, który czuć było na wcześniejszych produkcjach. Lirycznie już kompletnie mnie nie przekonują. Najbardziej obroniło się chyba "OCB".
B-BoB woli Ostrego zdecydowanie w roli producenta. Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Jego bity to poziom absolutnie światowy. Fajnie by było gdyby tak wydał płytę producencką z czołówką rodzimej sceny. Byłoby to coś innego i dźwiękowo na bank by wyszło. Na Beat Brothers (OSTR + The Returners) czekam strasznie, jednak wątpie, że się doczekam. Cóź, pożyjemy zobaczymy.
Na koniec chcę podziękować Adamowi za niesamowite płyty, które dały mi mnóstwo frajdy i dobrej muzyki. O nim na pewno nie zapomnimy.
Pozdro! B-BoB.
Jazz W Wolnych Chwilach!!! Ja nie czekam na projekt z returnersami bo mnie momentami nudzą. -
klepz.