niedziela, 25 września 2011

"Watch the throne" - czyli dlaczego Jay-Z trzęsie grą.



"Watch the throne"

*Zastanawiam się skąd shawn carter czerpie motywację by układać linijki jak w "otis" skoro przeszedł grę 2 razy i do tyłu,i do przodu,i w górę ,i w dół także.  Sypia z Beyonce, na fortunie z RocNation, coś już się tam ociera o Forbes. Co sprawia, że ja, tak zawsze świeży kot, mam ochotę słuchać tego ponad czterdziestoletniego dziadka, już teraz największą postać w rapach, pytam ? Ciężko znaleźć jedną, wyczerpującą odpowiedź, a więc nie podam żadnej. Mogę jedynie uchylić rąbka tajemnicy, mamy tu do czynienia ze sztuczkami magicznymi, irokezami na głowie, z chrystusem, królem polski i z polską - winkelriedem narodów oraz z kodem leonarda da vinci, masonerią, żydo-komuną ("Tears on the mausoleum floor,blood stains the Colosseum doors/ Lies on the lips of priests, Thanksgiving disguised as a feast"  aa?  tak hova zaczyna płytę). Jasne ,że pierdolę bzdury,  chodzi po prostu o tony stylu dzierżone przez Jay`a- aksjomat. Bo jeżeli Ty byś nawinął lub inny śpiewak jak Jay we wspomnianym "otis" to zrównałbym Cię z jądrem ziemii, na tym polega cała sztuka. Albo takie rzeczy np. "...Uh, Picasso was alive he woulda made her /That's right nigga Mona Lisa can't fade her /I mean Marilyn Monroe, she's quite nice /But why all the pretty icons always all white?". Albo wejście w "Gotta have it" - sprawdź to, czy osobiste "New day".

Przejdźmy teraz do Ye. Ten hochsztapler sprytnie wykorzystał potężną falę swojej "pokręconej fantazji", na której unosi się nad głowami mainstreamowych produktów. Racja, "Watch the Throne" to nie monumentalizm kompozycji "MBDTF",brak tu takich budowli jak "Power", "lift off" z Beyonce to niestety nie poziom "All of the lights", jednak śmiało możemy wpisać album w definicje nowej muzyki Westa, tej od 2010. Pokaźna banda producentów, współproducentów itd., od 88-Keys przez instrumentaliste Dean`a, po RZA, by o Tipie czy Neptunesach nie wspomnieć, a nad wszystkim czuwa ucho i EGO Kanye; przerywniki jak ten po "New day"; chór i operowe głosy w "Illest Motherfucker Alive" i H.A.M. czy nawet sama okładka sprawiają, że nad całością unosi się mgiełka tej wspaniałej, nieokiełznanej i intrygującej "dziwności" z "MBDTF". Z drugiej strony np. takie "The Joy" sprowadza album na hip-hopową ścieżkę. I bardzo dobrze, bo to najczystszej wody Piotrek Skała!.

Podsumowując, "Watch the throne" to bardziej przyziemne/przystępne "MBDTF". Mr.West nagrywa drugi z rzędu dobry krążek, Mr.Carter naprawia błąd za Blueprint III, chociaż nie, on w sumie nic nie musi udowadniać - Reasonable Doubt, Blueprint, Black Album, Kingdom Come i do tego worka słodyczy z Nowego Jorku wrzucam śmiało obecne wydawnictwo.

PS. Jeśli czyta to jakiś gbur z pitchfork to liczę na angaż w waszej redakcji, bo jak widać sztos oceniłem podobnie.

*duże litery specjalnie dla FRN z Cinema Paradiso

aa właśnie, oddawaj snapbacka Jay albo porwę Ci dziecko!


Klepa dzifffko.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Co z tym Kempem?

Joł, elo i w ogóle siema. W dzisiejszym poście chciałbym troszkę ponarzekać na ostatnią edycję kultowego rap festiwalu jakim jest Hip-Hop Kemp. Co, jak i dlaczego? Zapraszam do czytania.

1. KOLEJKI

Organizatorzy dali dupy po całości. Wjazd na teren, odebranie opaski, wejście na pole, skorzystanie z toi toi'a, piwo, jedzenie i wyjazd z festiwalu - czekało się wszędzie i długo. Nie wiem czy ludzie odpowiedzialni za organizację nie przewidzieli takiego natarcia uczestników? Przecież musieli mieć wgląd ile biletów poszło. Na moje sokole oko to w tym roku było dwukrotnie więcej ludzi niż rok wcześniej. Najbardziej wkurzało czekanie do wejścia na teren festiwalowy. Nieraz zdarzyło mi się postać w kolejce około 30 min! Ludzi ogrom, a bramki obsługuje troje ochroniarzy...porażka. Poniżej zamieszczam filmik z wyjazdu z pola. Sami zobaczcie i posłuchajcie co się tam działo (przy okazji dowiecie się, że Klepa...).



2. ODGRZEWANE KOTLETY

Niby line-up w tym roku był zacny jednak to wszystko już było (oprócz Moncha, który w końcu dojechał). Dlaczego organizatorzy nie zdecydują się na zaproszenie kogoś nowego i to dużego kalibru? Chętnie posłuchałbym takiego Nasa, Snoopa, czy Cypress Hill ( o Jay'u już nie wspominając). A gdyby tak pójść w bardziej eksperymentalne brzmienie? Dizzy Rascal, Professor Green, Rizzle Kicks...Przecież koncert Foreign Beggars pokazał, że taka muzyka podoba się ludziom. Powiew świeżości na pewno by Kempowi nie zaszkodził.

3. NAGŁOŚNIENIE...

...było słabe.

4. PIWO


Podejrzewam, że to "Gambrinus" nie jest piwem złym jednak to co lali na festiwalu było:

a) niezbyt smaczne
b) niespecjalnie kopiące banie
c) piana > piwo
d) cena nie przystawała do jakości

Dodam jeszcze, że na ten czeski specjał czekało się zbyt długo, ale to wiecie po punkcie pierwszym...

5. POLACY

Trochę ich za dużo. Więcej różnorodności  bym sobie życzył.

6. ATMOSFERA

Niestety w tym roku trochę jej zbrakło. Zamiast cieszyć się festiwalem to czekam w kolejce (patrz pkt 1), chce wypić zimne i dobre piwko na świeżym powietrzu to dostaje ten ochłap co wypisałem w pkt. 4, marzy mi się kąpiel pod prysznicem (tak, tak - w tym roku chciałem mieć większy kontakt z wodą niż w latach poprzednich) to się okazuje, że woda jest wyłączana o godzinie 13...

Ponarzekałem, ponarzekałem, ale coś dobrego też powiem. Koncerty były ok (Klepa wie), towarzystwo rybnickie zajebiste, Hruszka jak zwykle kopała i generalnie ta edycja Kempa było spoko.

No właśnie: "tylko" spoko. Czekałem na bombe, dostałem achtunga. Dzięki licznym krytycznym komentarzom na fanpejdżu HHK liczę, żę w przyszłym roku organizatorzy staną na wysokości zadania i poogarniają sprawy lepiej niż w tym roku.

                                                         Pozdro, B.

czwartek, 25 sierpnia 2011

back again.

yo homies!

prawdopodobnie nie spodziewaliscie się jakiejkolwiek aktywnosci ze strony 0.7 or die. rozumiem miliony zawiedzionych fanek w najkach i tysiące wkurzonych ziomów w najkach na bierność redakcji oł seven, rozumiem to świetnie. będąc na waszym miejscu również płakałbym w poduszkę, kląc parszywie, powodowany brakiem tłustych akapitów, co w efekcie prowadzi do kompletnego zaniku stylówy.rozumiem. 
 
cóż, byliśmy szerzyć hustlerkę na wyspie, a potem wybraliśmy się do mekki na naszą coroczną pielgrzymkę, sprawdzić czy rap jest jeszcze w mieście. sry, ale nie posiadamy za bardzo foci bo w rękach dzierżyliśmy hruszki z prawdziwej hruszki, z oczwistych względów miejsca na aparat zabrakło. są klisze na yo!toubach, kto był ten wie, że hhk to wciąż najlepszy festiwal z "atmosferą", gdzie każdy pomyka z płomieniem i turbobanią (i jak stoi napisane każdy to mam na myśli wszystkie rapgłowy, a nie co piątą,serio).
redakcja 07 to esencja rzetelnego dziennikarstwa jak tomasz lis. z tego względu jestem zobowiązany nadmienić, że 10 edycja zapewne przypadła do gustu każualom. naturalnie starym kempowiczom (czytaj MY blau!) bawiło się bardzo przyjemnie, jednak gdzieś zabrakło tej magii pierwszych edycji, sikania w majtki na największy koncertach, już to wszystko widzieliśmy i słyszeliśmy. broń panie, nie narzekam, hradec dało mi największe miazgi w życiu i żaden epickimelanż nie zastąpi kempa, jednak może to już czas poszukać alternatywy dla naszych starych, styranych bboyowych kończyn. teraz pora by kemp skopał wasze dupska.


stay fresh.



K l e p A

ps. tak B, nie widziałeś mnie na mietku i redzie bo byłem w innym miejscu, nie chciałem by te piękne chwile popsuła Twoja obecność :[]

czwartek, 16 czerwca 2011

FROM SCOTLAND WITH LOVE

YO! Macie tutaj małe pozdrowienia i pokaz Szkockiego krajobrazu zarejestrowany przez B-BoBa ^^ Zapraszam!

Kliknijcie TUTAJ by poczuć hustlerke.

Elo!


                                                                               B-BoB

środa, 25 maja 2011

Za chwilę dalszy ciąg programu

Jak pewnie czytający tegoż wspaniałego bloga zauważyli, przez ostatnich parę tygodni nic się nie działo. Spokojnie - żyjemy. Po prostu z różnych względów nie pisaliśmy. Dziś też nic nie będzie oprócz małej zapowiedzi...

Już za niedługo pojawi się bardzo nietypowy post. Uchylę rąbka tajemnicy, że będzie to recenzja "Widźmina 2", jednak jej wykonanie będzie nowatorskie jeżeli chodzi o Zero-Siedem...Czekajcie! 

                                                                                                                                      B-BoB

wtorek, 5 kwietnia 2011

PŁYTA TYGODNIA: PHAROAHE MONCH - W.A.R. (04.04 - 11.04)

PŁYTA TYGODNIA: PHAROAHE MONCH - W.A.R. 

Na szybko dzisiaj: 

Faraonem jaram się i pewnie będę dalej. Jaka jest płyta W.A.R.? Nie wiem, jestem przy trzecim tracku, ale wrzucam na razie wyłącznie z respektu dla tego gracza. Jak nie znacie Pharoahe'a to nadróbcie zaległości. Jak nie wiedzieliście, że wychodzi jego nowa płyta to już wiecie. Wiec sprawdzajcie. Wrażenia opiszę kiedyś tam.

Tym czasem wyczekujcie jakiś dłuższych tekstów. Aktualnie pracuję i mniej czasu mam na blogowanie, ale nie obawiajcie się coś nadejdzie. Może nawet nie tylko ode mnie (MC Maciek i Klepa chyba żyją z tego co wiem). Sprawdzajcie dobre rapy bo trochę tego powychodziło: REKS, Wiz, Snoop nowy też jest i jest całkiem ok. Coś może o tych płytkach też napiszę.

Trzymajcie się i pijcie dużo bo wiosna idzie.                       B-BoB