środa, 25 maja 2011

Za chwilę dalszy ciąg programu

Jak pewnie czytający tegoż wspaniałego bloga zauważyli, przez ostatnich parę tygodni nic się nie działo. Spokojnie - żyjemy. Po prostu z różnych względów nie pisaliśmy. Dziś też nic nie będzie oprócz małej zapowiedzi...

Już za niedługo pojawi się bardzo nietypowy post. Uchylę rąbka tajemnicy, że będzie to recenzja "Widźmina 2", jednak jej wykonanie będzie nowatorskie jeżeli chodzi o Zero-Siedem...Czekajcie! 

                                                                                                                                      B-BoB

wtorek, 5 kwietnia 2011

PŁYTA TYGODNIA: PHAROAHE MONCH - W.A.R. (04.04 - 11.04)

PŁYTA TYGODNIA: PHAROAHE MONCH - W.A.R. 

Na szybko dzisiaj: 

Faraonem jaram się i pewnie będę dalej. Jaka jest płyta W.A.R.? Nie wiem, jestem przy trzecim tracku, ale wrzucam na razie wyłącznie z respektu dla tego gracza. Jak nie znacie Pharoahe'a to nadróbcie zaległości. Jak nie wiedzieliście, że wychodzi jego nowa płyta to już wiecie. Wiec sprawdzajcie. Wrażenia opiszę kiedyś tam.

Tym czasem wyczekujcie jakiś dłuższych tekstów. Aktualnie pracuję i mniej czasu mam na blogowanie, ale nie obawiajcie się coś nadejdzie. Może nawet nie tylko ode mnie (MC Maciek i Klepa chyba żyją z tego co wiem). Sprawdzajcie dobre rapy bo trochę tego powychodziło: REKS, Wiz, Snoop nowy też jest i jest całkiem ok. Coś może o tych płytkach też napiszę.

Trzymajcie się i pijcie dużo bo wiosna idzie.                       B-BoB

wtorek, 29 marca 2011

Płyta tygodnia (28.III - 4.IV) : "Album Of The Year" - Black Milk

"Album Of The Year" - Black Milk (2010, Fat Beats) 

Przyznać muszę, że po releasie "albumu roku" we wrześniu 2k10 głowy mi nie urwało. Spodziewałem się czegoś innego, niż absolutnie wybitny i jeden z lepszych, świeższych krążków roku pańskiego 2008 - "Tronic". A więc przesłuchałem najnowszą pozycję i wróciłem do wspomnianego "Tronic". Gdy moja mama to usłyszała, rzekła: "synu, przecież "album of the year" to swego rodzaju kontynuacja tronica, z tym ,że black milk, ten czarnuch ewidentnie poprawił nawijkę, zweryfikuj zdanie póki ludzie nie wiedzą". Tylko turboidiota, turbogej, ktoś kto w ogóle nie był na melanżu lub osoba uprawiająca nordic walking nie zmienia zdania, lub kura.

Przede wszystkim "album of the year" to kilogramy stylu Black Milka. Słuchając reprezentanta coraz bardziej opustoszałego detroit (tak, to poważny problem, ponoć brakuje tam pracy) mamy do czynienia ze 100% oryginalnością, a nie 653 podróbką Preemo, 483 9th Wondera, 239 J Dilli czy 842 Pete Rocka. Zero wtórności, kompozycje zarówno na najnowszym dziecku jak i jego starszym bracie to dawka solidnego pierdolnięcia, te numery są tak żywe, że aż wychodzą z głośników. Wiem, że Black Milk całość wyrzeźbił na jakimś modelu Akai, a następnie podrasowano to żywym bandem, ooooł!  Bez wątpienia bohater tej notki był jednym z pierwszych kotów, którzy wbijali na scenę z potężnego buta, potem robili to np. Blu, Fashawn, czy teraz Currensy i Wiz Khalifa

Kończąc, stawiam znak równości pomiędzy "Album of the year", a "Tronic", jednak z małym naciskiem na to drugie dzieło i z niecierpliwością czekam na kolejną produkcję Black Milka razem z uwaga!!! Sean`em Piiiiiiiiiiiiiiiiii!! i Guilty Simpsonem. Random Axe, bo tak się nazywa ten triumwirat ma zmieść wszystko 14 czerwca nakładem Duck Down, zobaczymy!.

The Kleeps

środa, 23 marca 2011

Płyta tygodnia: Metro - Hands In Motion (21 - 28.III)

Hands In Motion - Metro (Asfalt, 2008)

"polski madlib" - taką łatkę nie bez przyczyny przypięto pierwszemu z Brzegu, ale nie pierwszemu z brzegu, producentowi Metro. Osobiście nie darzę sympatią powyższego epitetu, niemniej jednak podpisuję się pod nim moimi bboyowymi kończynami. Słuchając "hands in motion" nie rzadko można zachodzić w głowę czy aby przypadkiem nie słuchamy jakiegoś kalifornijskiego typa powiązanego ze Stones Throw. Metro gęsto pościelił samplami, tnąc je w sposób nieosiągalny dla rodzimej sceny. Ostra perkusja sieje zamęt w zmyśle umożliwiającym odbieranie fal dźwiękowych (wikipedia hah) i ten wszędobylski, lecz przyjemny brud sprawiają, że na podkładach polskiego beatmakera sprawdzają swoje umiejętności grube ryby podziemia: wildchild, athletic mic league, abstract rude, guilty simpson przy okazji jakiejś tam siódemki czy nadworni reprezentanci asfaltu - ostr i fisz. Hands in motion to pozycja z 2008, proponuję także cofnąć się wstecz by sięgnąć po kurwa często pomijaną perełkę ojczystego słowa mówionego - "Coraz Gorzej" Afrontów oraz pierwszą pozycję w szczupłej lecz soczystej dyskografii pana Metro - Antidotum EP ("a co z tą epką? nie ma Cię na niej to kurwa wybacz to champion sound a nie druga liga" czy jakoś tak).

Poniżej kilka przykładów potwierdzających opinię autora (nie mogłem się zdecydować na jeden numer więc wrzuciłem cztery, żeby wam się dużej ładowało).



choć nie byłem z  aleksandrą to robiłem dobrze ollie, ha.

The Kleeps

środa, 16 marca 2011

Nate Dogg R.I.P.

Dziś świat obiegła jakże przykra informacja o śmierci Nate Dogga. Jeden z najlepszych, a na pewno najbardziej znanych g - funkowych głosów wszechświata odszedł w wieku 41 lat po przegranej chorobie. Nie trzeba nikogo przekonywać, że to wielka strata dla całego światka hip-hopowego gdyż Nathaniel Dwayne Hale (prawdziwe imię i nazwisko) to autor bądź współautor wielu, wielu klasyków.



Co tu dużo pisać...lepiej posłuchać.

Tutaj macie numer Warrena G z Nate'em, który kocham w opór bo to właśnie od niego zaczęła się moja przygoda z g - funkiem. Cudowne.


I tu jeszcze coś...prawdziwy klubowy banger nagrany wraz z Eminemem. Klip i wersy Nate'a gniotą: "2 to the 1 from the 1 to the 3 I like good pussy and I like good trees".


No i w opór jeszcze by tego było ("The Next Episode" Doktorka to chyba każdy zna"). Coś czuje, że to lato może należeć do Nate Dogga. Rest In Peace!

                                                                              B-BoB

wtorek, 15 marca 2011

PŁYTA TYGODNIA: LUPE FIASCO - LASERS (14.03. - 21.03.)

PŁYTA TYGODNIA: LUPE FIASCO - LASERS

Na ten ciepły marcowy tydzień Zero - Siedem poleca płytę Lupe Fiasco pt. "Lasers". Wydana została jakoś nie dawno, a swoje pierwsze odsłuchy mam już na koncie. Moją uwagę zwrócił numer "Coming Up" z gościnnym udziałem MDMA. Bit buja zajebiście zaś Lupe płynie po nim bardzo przyjemnie. Jak sobie dodamy jeszcze udany refren to wychodzi nam materiał na singla. Autor jednak postanowił inaczej. 

Tak czy siak sprawdźcie sobie Lasery choćby dlatego, że jest to naprawdę dobry mainstream z dużą dawką elektroniki, która na szczęście uszu nie kaleczy i plastikiem nie wieje. Yo.

B-BoB.