piątek, 8 czerwca 2012

Przewidywania EURO 2012- el Capitano


Przede wszystkim, Euro 2012 to turniej sportowy, nie zapominajmy o tym. Postaramy się przekazać wam nasze przewidywania, analizy i oceny.A, że sprawdzają się one zawsze i są trafne jak piątkowy melanż, to zachęcamy do czytania....



Grupa A

Polska

Bramkarze: Wojciech Szczęsny (Arsenal Londyn), Przemysław Tytoń (PSV Eindhoven), Grzegorz Sandomierski (KRC Genk, na wyp. w Jagiellonii Białystok).

Obrońcy: Sebastian Boenisch (Werder Brema), Marcin Kamiński (Lech Poznań), Damien Perquis (FC Sochaux), Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Marcin Wasilewski (Anderlecht Bruksela), Jakub Wawrzyniak (Legia Warszawa), Grzegorz Wojtkowiak (Lech Poznań).

Pomocnicy: Jakub Błaszczykowski (Borussia Dortmund), Dariusz Dudka (AJ Auxerre), Kamil Grosicki (Sivasspor), Adam Matuszczyk (Fortuna Duesseldorf), Adrian Mierzejewski (Trabzonspor), Rafał Murawski (Lech Poznań), Ludovic Obraniak (Girondins Bordeaux), Eugen Polanski (FSV Mainz), Maciej Rybus (Terek Grozny), Rafał Wolski (Legia Warszawa).

Napastnicy: Paweł Brożek (Celtic Glasgow), Robert Lewandowski (Borussia Dortmund), Artur Sobiech (Hannover 96).

Taktyka:
1-4-2-3-1 – szybka gra skrzydłowych; środkowy napastnik Lewandowski, do którego kierowane są dośrodkowania; dwóch defensywnych przecinaków: Murawski i Polanski i kreator : Obraniak

Wyjściowa jedenastka: Szczęsny - Piszczek, Wasilewski, Perquis, Boenisch - Polanski, Murawski - Błaszczykowski, Obraniak, Rybus - Lewandowski.


Grecja

Bramkarze: Konstantinos Chalkias (PAOK Saloniki), Alexandros Tzorvas (Palermo), Michalis Sifakis (Aris (Saloniki).

Obrońcy: Iossif Cholevas (Olympiakos ), Stylianos Malezas (PAOK Saloniki), Ioannis Maniatis (Olympiakos Pireus), Avraam Papadopoulos (Olympiakos), Kyriakos Papadopoulos (Schalke 04), Sokratis Papastathopoulos (Werder Brema), Georgios Tzavelas (AS Monaco), Vassilios Torossidis (Olympiakos).

Pomocnicy: Ioannis Fetfatzidis (Olympiakos), Konstantinos Fortounis (Kaiserslautern), Georgios Fotakis (PAOK Saloniki), Georgios Karagounis (Panathinaikos), Konstantinos Katsouranis (Panathinaikos), Grigoris Makos (AEK Ateny), Sotirios Ninis (Panathinaikos).

Napastnicy: Theofanis Gekas (Samsunspor), Nikolaos Liberopoulos (AEK Ateny), Konstantinos Mitroglou (Atromitos), Dimitrios Salpingidis (PAOK Saloniki), Georgios Samaras (Celtic FC).

Taktyka: 1-4-3-3. Tak naprawdę, trzech napastników to tylko iluzja. Zazwyczaj wszyscy głęboko cofają się do tyłu i jak cała reszta biorą udział w zadaniach defensywnych.

Wyjściowa jedenastka: Chalkias - Torossidis, Papastathopoluos, A. Papadopoulos, Maniatis - Karagounis, Katsouranis, Fotakis - Salpingidis, Gekas, Samaras.



Rosja

Bramkarze: Igor Akinfiejew (CSKA Moskwa), Wiaczesław Małafiejew (Zenit Sankt Petersburg), Anton Szunin (Dynamo Moskwa);

Obrońcy: Aleksandr Aniukow (Zenit Sankt Petersburg); Aleksiej Bieriezucki, Kirił Nababkin, Siergiej Ignaszewicz (wszyscy CSKA Moskwa), Władimir Granat (Dynamo Moskwa), Jurij Żyrkow (Anży Machaczkała), Roman Szaronow (Rubin Kazań);

Pomocnicy: Igor Denisow, Konstantin Żyrianow, Roman Szyrokow (wszyscy Zenit Sankt Petersburg), Denis Głuszakow (Lokomotiw Moskwa), Igor Siemszow (Dynamo Moskwa), Dmitrij Kombarow (Spartak Moskwa), Alan Dżagojew (CSKA Moskwa), Marat Izmaiłow (Sporting Lizbona);

Napastnicy: Andriej Arszawin, Aleksandr Kierżakow (obaj Zenit Sankt Petersburg), Aleksandr Kokorin (Dynamo Moskwa), Roman Pawluczenko (Lokomotiw Moskwa), Paweł Pogrebniak (Fulham Londyn).

Taktyka: 1-4-3-3 i tu ta taktyka to poezja ataku. W środku straszliwy wręcz Kierżakow, a po obu flankach błyskotliwy Arszawin i Dżagojew. Wszyscy maksymalnie nastawieni na atak. Pomocnicy również mają więcej zadań ofensywnych oprócz wymiatacza Denisova. Boczni obrońcy również są gotowi do podłączenia się do akcji, a to pozwala ofensywnym pomocnikom częściej schodzić do środka.

Wyjściowa jedenastka: Małafiejew - Aniukow, Bieriezucki, Ignaszewicz, Żyrkow - Szyrokow, Denisow, Żyrianow - Dżagojew, Kierżakow, Arszawin.

Czechy

Bramkarze: Petr Cech (Chelsea), Jaroslav Drobny (HSV Hamburg), Jan Lastuvka (Dnipro Dniepropietrowsk).
Obrońcy: Theodor Gebre Selassie (Liberec), Roman Hubnik (Hertha Berlin), Michal Kadlec (Bayer Leverkusen), David Limbersky (Viktoria Pilzno), Frantisek Rajtoral (Viktoria Pilzno), Tomas Sivok (Besiktas), Marek Suchy (Spartak Moskwa).
Pomocnicy: Vladimir Darida (Viktoria Pilzno), Tomas Hubschman (Szachtar Donieck), Petr Jiracek (Wolfsburg), Daniel Kolar (Viktoria Pilzno), Milan Petrzela (Viktoria Pilzno), Vaclav Pilar (Viktoria Pilzno), Jaroslav Plasil (Bordeaux), Jan Rezek (Anorthosis Famagusta), Tomas Rosicky (Arsenal Londyn).
Napastnicy: Milan Baros (Galatasaray), David Lafata (Jablonec), Tomas Necid (CSKA Moskwa), Tomas Pekhart (Nueremberg).

Taktyka: 1-4-3-3 w dwóch wariantach. Albo Rosicky na skrzydle, co jest typowym ustawieniem z trzema napastnikami albo tuż za napastnikiem, co powoduje lekkie przesunięcie skrzydłowych do pomocy i zostawienie w przodzie Barosa.

Wyjściowa jedenastka: Cech - Selassie, Hubnik, Sivok, Kadlec - Rezek, Plasil, Jiracek - Rosicky, Baros, Pilar.


Przewidywania Kapitana:

Cóż, dla mnie Rosja to zdecydowany faworyt do wygrania grupy. Każde miejsce poniżej będzie wielką sensacją. Najlepsze personalia, ograne na europejskich salonach. Dżagojew, Kierżakow, Arszawin to atak, który musi budzić szacunek. Kilka dni temu Rosja pokonała Italię 3:0. Lekko, łatwo i przyjemnie. 

O drugą lokatę bój stoczą PZPN i Czechy. Nie jest odkryciem Ameryki, że forma naszych południowych sąsiadów będzie zależna od trójki Cech-Rosicky-Baros. Bardzo doświadczeni gracze, którzy potrafią zrobić różnicę na swoich pozycjach.
Jeśli chodzi o kadrę PZPN, to kluczowym do wyjścia z grupy będzie mecz otwarcia. Zwycięstwo daje nam awans według mnie. Nie będzie to łatwe ( choć wg mediów już pewnie mamy 3 pkt ), bo Grecja to nie są ogórki. Nie mają wirtuozów w kadrze, ale słyną z kolektywnej gry, bardzo dobrej defensywy i stałych fragmentów gry. Właśnie w tym elemencie upatruję wygraną w meczu otwarcia. Pytanie czy PZPN dobrze przećwiczył stałe fragmenty, bo przecież atakiem pozycyjnym czy kontrą nie wygramy z Grekami, którzy postawią autobus w swoim polu karnym. 



Wg mnie:
1.         Rosja
2.         Czechy
3.         Polska
4.         Grecja



Tyle odnośnie grupy A. Jutro wrzucę resztę. Za niedługo sir Klep również podzieli się swoimi typami, a musicie wiedzieć, że nie ma lepszego analityka od niego, wśród żywych istot  oczywiście....

Czy Euro jest spoko? Słów kilka od Kapitana



O Euro luźnych słów kilka… by CPT Douglas




Panem et Circenses

Chleba i igrzysk (łac. panem et circenses) – okrzyk autorstwa starorzymskiego poety Juwenalisa, który wznosiło rzymskie pospólstwo, domagając się pożywienia i rozrywek.
Postulaty te były realizowane, między innymi poprzez igrzyska gladiatorów, podczas których rzucano w tłum monety, czy organizowanie publicznych uczt dla tysięcy osób. Bywało też, że rozdawano chleb, zboże czy pieniądze pojedynczym osobom. To karykatura potrzeb, odnosi się do potrzeb gawiedzi: pełne brzuchy i coś do zajęcia samych siebie
Trajan (autor myśli: Lud rzymski można utrzymać w spokoju tylko rozdawnictwem zboża i igrzyskami)

To tyle z cioci Wikipedii.

Jak jest z tym Euro ?

Impreza stulecia. Impreza stulecia, która nie do końca została i zostanie wykorzystana i skonsumowana. Jasna sprawa, że Polska to kraj bardzo mocno opóźniony w wielu aspektach, będący wiele lat za Zachodem. Zarówno w kwestii szeroko pojętego poziomu i jakość życia, jak i mentalność.
Euro to była szansa, aby wykonać cywilizacyjny krok do przodu, po wielu latach „radzieckiego hamulca”, który tłumił rozwój i plądrował nasz kraj do ostatnich kropel. Niewątpliwie wiele inwestycji zostało poczynionych (skończone lub w trakcie), ale mam wrażenie, że MOŻNA BYŁO dokonać ZNACZNIE WIĘCEJ, znacznie. 

Dlaczego tego nie dokonano?

Problem jest oczywiście złożony, wielowymiarowy, a ja mogę tylko przedstawić swoje przemyślenia i szereg wątpliwości. Oczywiście jest to tylko moje zdanie, zapewne wiele osób nie zgodzi się z nim...

Główną przyczynę upatruję w … polskim niedbalstwie, braku kompetencji i pójściem na łatwiznę. Nie twierdzę, że to jest nasza przywara narodowa, ale jest bardzo blisko. Mnóstwo spraw załatwianych jest w pośpiechu, na ostatnią chwilę czy po omacku. Nie dba się w ogóle o jakość wykonania ( przykład: słynne schody na Narodowym czy pękające autostrady ). Wynika to, w głównej mierze z faktu, iż politycy(w ogóle!) nie liczą się z naszymi, publicznymi pieniędzmi. Mamy grubo przepłacone stadiony (do których dopłacimy), horrendalnie drogie autostrady, na których pobierane są nie małe opłaty za przejazd etc.

Ktoś powie: ok, ale przez tyle lat nasze stadiony straszyły kibiców, w dodatku były niebezpieczne

To prawda, ale zastanowić należy się czy stadiony są nam absolutnie potrzebne do życia, a przede wszystkim, czy nie można było ich wybudować taniej? Taniej nie zawsze znaczy gorzej. Odsyłam tylko do obiektu Schalke 04 Gelsenkirchen, który pochłonął mniej pieniędzy, a jest dużo bardziej funkcjonalny od naszych „nowoczesnych” obiektów.

Ostatnio znajomy zapytał mnie czy będę kibicować kadrze Smudy. Otóż nie, nie będę. Bo to dla mnie nie jest reprezentacja Polski, tylko kadra PZPNu. Wydaje się wam, że mówię zbyt populistyczne? Ok. A nie przeszkadza Wam, że niejaki Obraniak nie zna ŻADNEGO słowa w języku polskim? Że otrzymanie polskiego paszportu, to dla piłkarza bułka z masłem? Mnie to przeszkadza. Fakt, że kogoś dziadek 100 lat temu pił kawę w Warszawie na wycieczce, to nie znaczy, że od razu ma on dostać obywatelstwo. Przykład Niemiec nie jest trafny, gdyż zostali wychowani i wykształceni w tamtym kraju, mówią PŁYNNIE po niemiecku, wyrośli w tamtej kulturze. Nie chce mi się przytaczać słów Eugena Polanskiego, który jeszcze rok temu nie chciał grać w kadrze i kibicował kadrze Niemiec. Oczywiście nie miał szans na zaistnienie w niej, więc wybrał Polskę. Haniebne jest łamanie reguł, by dogonić lepszych - skracanie sobie trasy maratonu czy zażywanie dopingu. Również przyznawanie obywatelstwa zawodnikom, którzy są za słabi na swoje macierzyste reprezentacje. Nie dostrzegacie hipokryzji?

Eugen Polanski otrzymał powołanie TYLKO dlatego, że jest Niemcem i łaskawie powiedział: "no dobra, skoro macie Euro, to jednak mogę zagrać". Gdyby był Polakiem, kimś, kogo znamy od lat, to by się Smuda nawet na jego temat nie zająknął - ewentualnie by go naobrażał. A że to Niemiec, to od razu został zgarnięty. Kiedyś mówiło się, że Polak w Niemczech musi być dwa razy lepszy, żeby grać. Teraz doszło do komicznego odwrócenia ról - Niemiec nie musi być lepszy od Polaka, żeby grać w... reprezentacji Polski.” *
Rok temu mówił - streszczając wywiady z nim - że Polacy mogą mu naskoczyć. Teraz mówi: - Przydam się! Jest rok do Euro 2012! Mogę pomóc!” *

Takie mamy czasy, że w kadrze nie obowiązuje już język narodowy, tylko angielski, francuski czy niemiecki. Dziennikarze chwalą Obraniaka za to, że wyczytał z kartki kilka polskich słów. 

Oczywiście, ze dzisiejszy świat został pozbawiony granic. Migracja ludności następuje każdego dnia, ale nie powinniśmy zapominać o pewnych wartościach i zasadach, którymi winno się kierować. Istnieją pewne nietykalne kwestie, które nie można przeliczać na pieniądze czy ewentualny sukces. Czym się różni danie łapówki pieniężnej, która ma umożliwić osiągnięcie dobrego wyniku, od rozdawania paszportu? Zagrasz u nas, załatwimy ci paszport i wszystkie formalności. Wszystko po to, aby osiągnąć odpowiedni wynik sportowy. Czy to jest najważniejsze? Gdzie są teraz Roger i Olisadebe? Zwietrzyli (cynicznie, choć ktoś ich namówił oczywiście) swoje szanse na wypromowanie się, zagrali na wielkim turnieju i … ślad po nich zaginął… 

Zgodnie z przypuszczeniami, irracjonalne euroszaleństwo na dobre ogarnęło Polskę. Nie pamiętamy o poprzednich klęskach, a nasze ego sięga zenitu. Nie potrafimy analitycznie podejść do tematu i wyciszyć emocje. Rozumiem fakt, że dla niektórych mecz kadry to wielkie wydarzenie, ale trochę pokory jeszcze nikomu nie zaszkodziło. W naszym kraju jest to niestety nierealne. Jak zwykle popadamy ze skrajności w skrajność. Obym był marnym prorokiem, ale po Euro również tak będzie. 

Jak będę odbierał mecze PZPNu? Zupełnie bez emocji, na chłodno. Nawet jeśli wygrają turniej, to nie zmienię swojego postrzegania… Chciałbym, bardzo chciałbym kibicować Lewandowskiemu czy Szczęsnemu, ale PZPN, SMUDA, politycy i (pseudo)znawcy piłkarscy( choćby Monika Olejnik czy J.Kuźniar), wystarczająco mi polsko-ukraińską imprezę zohydzili i zniechęcili mnie do niej. Dzięki bardzo…

Musisz kibicować, bo inaczej nie jesteś patriotą!


Poważnie? Z tego co wiem, to Polska nie jest (jeszcze) Koreą Płn., gdzie trzeba myśleć i działać zgodnie z wizją partii rządzącej. W kraju trwa zryw patriotyczny. Propaganda sukcesu wylewa się zewsząd- w mediach lub na ulicy. Dla wielu osób wyznacznikiem patriotyzmu jest to, czy ktoś umieści sobie flagę w samochodowej szybie/wycieraczce czy nie. Instaluje tą flagę narodową, kupioną w Tesco za 9.99 PLN( po promocji razem z jabłkami), i już jest przygotowany do kibicowania. Jeszcze tylko kilka przyśpiewek typu: „Polska Biało-Czerwoni” czy też hasło „Wszyscy Jesteśmy Reprezentacją Narodową”.  Miara patriotyzmu wypełniona po brzegi. Dla świętego spokoju. 


Premier przed Euro 2012 zwołał specjalną naradę z redaktorami naczelnymi największych mediów. Na spotkaniu ustalono, że na pewne rzeczy dziennikarze muszą przymknąć oko, że w tych dniach naprawdę ważna jest jedność i maskowanie niedociągnięć. Że krytyka krytyką, kompromitacje kompromitacjami, ale na zewnątrz musimy się prezentować kryształowo.


Ja dziękuję za takie przymykanie oka. Wolę brudną, czasem brutalną prawdę…Cieszmy się imprezą sportową, ale bądźmy szczerzy i nie dajmy się zwariować.



el Capitano





* zaczerpnięte z weszło.com

czwartek, 7 czerwca 2012

Z cyklu „Zapomniani a szkoda” : Ed Wood - Glen czy Glenda ?






"Jeżeli chcecie mnie poznać, obejrzyjcie film Glen lub Glenda (ang. Glen or Glenda). To ja, to niewątpliwie moja historia. Ale moją dumą i radością jest „Plan dziewięć z kosmosu”. Użyliśmy w nim dekli od kół Cadillaca jako latających talerzy."(Ed Wood)






Nie wiem czy widzieliście film Woody’ego Allena pt.” Koniec z Hollywood”? Tam główny bohater- mocno stetryczały reżyser, który „jedzie” na swoim nazwisku- dostaje ostatnią szansę od losu. Ma wyreżyserować film. Wszystko wygląda wspaniale dopóki…ów mistrz kadru nie traci (czasowo) wzroku. Wycofać się oczywiście nie ma zamiaru, choć momentami zdaje się wykazywać początki paranoi, a wszelkie niedoskonałości związane z brakiem wzrokowej percepcji czy z normalnym funkcjonowaniem, umiejętnie ukrywa przed światem. Ostatecznie film w Hollywood okazuje się klapą. Natomiast zyskuję ogromne uznanie w Europie…

Cofnijmy się kilkadziesiąt lat wstecz. Nasz dzisiejszy bohater już za życia został okrzyknięty najgorszym reżyserem wszech czasów, który w dodatku ma czelność stąpać po ziemskim padole.  Jak wiemy już od najmłodszych lat, życie bywa bardzo przewrotne i lubi płatać różnorodne scenariusze. „Najgorszy reżyser” został doceniony dopiero wiele lat po śmierci, a w niektórych kręgach jest wręcz ubóstwiany.  Miłośnicy kiczu oraz filmowej tandety czcili Wooda.

Absolutny król filmowej szmiry, który zdumiewał swoją postawą, osobowością i zachowaniem nawet swoich bliskich. Trzeba uczciwie przyznać, że Ed nie zawsze przejawiał POSTAWĘ osoby zdrowej umysłowo, a to w dużej mierze miało swój oddźwięk w jego twórczości. To, że lubował nosić sweterki z angory czy przebierać się za replikę blondwłosej gospodyni domowej, to tylko dodawało smaczku jego legendzie…

Zastanówmy się przez chwilę, który „artysta” w dzisiejszym świecie, świecie wymagającym dbałości o wizerunek i salonową kindersztubę, otwarcie głosiłby, że lubi ubierać czasami damskie ciuchy? Taki był Ed Wood

 Glen or Glenda?


Nawet pies policyjny nie wywąchałby w filmach Wooda dobrych dialogów ( jeśli, w ogóle w filmach Wooda istniały, a wypełzające słowa z ust interlokutorów można nazwać dialogami), prawidłowego montażu czy aktorstwa. Nie odnajdziemy również scenariusza z prawdziwego zdarzenia. Fabuła często była wymyślana na poczekaniu. Prowizoryczna, kartonowa scenografia. Aktorzy przypadkowi(poza stałą ekipą), dosłownie z ulicy, a o dublach naturalnie Wood słyszał tylko, gdy ktoś grał w brydża. To był właśnie żywioł Wooda. Powód jego wszelakich niepowodzeń, ale również późniejszej chluby. 

Wood zebrał wokół siebie małą grupę gwiazd, których sława już dawno przygasła. Najsłynniejszy był Bela Lugosi aktor, którego kreacja stała się pierwowzorem wampira we współczesnej kulturze masowej. Jednak potem horrory straciły na popularności. Lugosi popadł w alkoholizm oraz uzależnił się od morfiny.
Ed Wood nie wiedział i nie potrafił robić filmów, tak jak jego idol Orson Wells, ale nadrabiał to szczerością i kompletnie "niegwiazdorskim" stylem bycia oraz niezwykłą pasją, którą śmiało można przypisać małemu dziecku bawiącemu się zabawkami.
Mimo przeciwności losu, braku talentu oraz przy minimalnych środkach, Wood kochał to, co robił. Kiedy następowała „Akcja!” i kamera poszła w ruch, Wood przenosił się do świata pełnego fantazji, do świata lepszego i przepełnionego pasją. Wszelkie problemy i mankamenty zanikały…

W roku 1994 Tim Burton nakręcił biograficzny film Ed Wood, w którym opisał historię powstania trzech filmów Wooda: Glen lub Glenda, Narzeczona potwora oraz Plan 9. W postać najgorszego filmowca wszech czasów wcielił się Johnny Depp, a Lugosi był grany przez Martina Landau (otrzymał za tę rolę Oscara).


Cóż, nikt nie rozgrzeje lepiej w zimną noc, niż najgorszy reżyser wszechczasów. W „Glen czy Glenda”, Wood wciela się w mężczyznę, który ukrywa przed swoją żoną słabość do kobiecej garderoby. Oryginalna, odważna jak na lata 50. I zlepiona z dwóch nowelek fabuła. Bela Lugosi w jednej z ostatnich ról, bajdurzący na ekranie nieskończone bzdury i ukradzione z archiwum ujęcia błyskawic, które dają w efekcie jeden z najbardziej zadziwiających filmów, jakie kiedykolwiek powstały.





ps1. nie jest prawdą, że używał dekli jako latających talerzy w zdjęciach do filmu „Plan 9 z przestrzeni kosmicznej”. W rzeczywistości użyto tanich zabawkowych modeli dla dzieci. Wood wymyślił tę historię o deklach, bo dobrze brzmiała w czasie wywiadów.

ps2. Z ciekawostek prasowych można wyczytać, że Wood poszukiwał niekiedy inwestorów dla swoich produkcji w bardzo egzotycznych kręgach. Produkcja Planu 9 została w sporej części sfinansowana z pieniędzy kościoła baptystów. Poglądy religijne inwestorów zmusiły Wooda do ochrzczenia całej ekipy. Wood początkowo chciał nadać filmowi tytuł Rabusie grobów z przestrzeni kosmicznej (ang. Grave Robbers from Outer Space), ostateczna wersja została narzucona przez przedstawicieli kościoła. Wood uznał potem podobne zmiany za przyczynę komercyjnej klęski jego filmu.

ps3. W USA zarejestrowany jest Kościół Edwarda Wooda, który nawiązuje do filmów oraz życia Edward Wooda

niedziela, 3 czerwca 2012

Cover Time: The First Time Ever I Saw Your Face



Oryginał: Roberta Flack -The First Time Ever I Saw Your Face


Cover:  The Flaming Lips -The First Time Ever I Saw Your Face feat. Erykah Badu


Ciężka sprawa, ze słodkiego soulowego utworu wyrósł przerażający twór. W zeszłym odcinku cyklu opisywałem "Smells Like Teen Spirit" w wykonaniu Roberta Glaspera i jego bandy, jest to podobne pod względem pomysłu wykonanie, aczkolwiek efekt jest inny. Rozmydlony, hipnotyzujący wokal rozbrzmiewa jakby w tle, na pierwszym planie słychać uderzającą rytmicznie gitarę, gdzieś tam w nieokreślonej przestrzeni słychać nagromadzenie syntezatorów, taki koncept daje tej muzyce niesamowitą przestrzeń, jak również i poczucie chaosu. W wykonaniu Roberty utwór ten miał wydźwięk przyjemny, jakby od pierwszego widoku twarzy bliskiej osoby zaczęła się pełna miodu historia która trwa do dzisiaj, cover zdaje się wyrażać ten sam tekst w bardziej ponury sposób, jakby twarz o której śpiewa zniknęła z życia, a jej widok pozostał w psychice i męczył wspomnieniami i pragnieniem ponownego 'zobaczenia'. Bardzo ciekawy cover, polecam. 

Bartek Jot.

środa, 30 maja 2012

Z cyklu „Zapomniani a szkoda” : Jean Dubuffet- Sztuka dla każdego



 Jean Dubuffet


Zupełnie przestała mnie interesować sztuka wystawiana w galeriach i muzeach, przestało mi zależeć na tym, by się tam znaleźć. Podobały mi się obrazki malowane przez dzieci i niczego więcej nie chciałem, jak tworzyć ich odpowiedniki, jedynie dla mojej własnej przyjemności…” (J.Dubuffet)

Kiedyś, wybitny polski dramaturg i prozaik- Sławomir Mrożek-w swoim dramacie "Tango", poprzez swoich bohaterów kwestionował stare, archaiczne konwencje:

         "Rozbijanie starych form, precz z konwencją, niech żyje dynamika! Życie w stwarzaniu, wciąż poza granice, ruch i dążenie, poza formę, poza formę! (…) każdy konformizm uważaliśmy za hańbę. Bunt! Tylko bunt miał dla nas wartość! "


          Wydaje się, że Jean Dubuffet wziął sobie bardzo do serca walkę z obyczajami. Świadomie odrzucał tradycyjną konwencję twórczą, przez co trudno zaklasyfikować go do jednego stylu. Doskonale odnajdywał się zarówno w świecie artystów awangardowych, jak i też wśród amatorów, pozbawionych artystycznego profesjonalizmu przedstawicieli.
Jak sam Dubuffet ich nazwał- art brut (sztuki marginesu)

Czym właściwie jest ten cały art brut? Dubuffet określił( był pod dużym wpływem książki Hansa Prinzhorna pt.: Artyzm chorych psychicznie) art brut jako “outsider art” (sztuka surowa, sztuka wyrzutków), opisujący twórczość nieprofesjonalistów pozostających poza wszelkimi normami artystycznymi. 



Art brut to termin, który nie ma swojego odpowiednika w polszczyźnie – tłumaczony jest jako „sztuka surowa”, „naiwna”, „niefałszowana”, „marginesowa”. Wszystkie te określenia nie oddają jednak w pełni istoty twórczości artystów, którzy nie są profesjonalistami.

To sztuka dla każdego. To opisywanie świata rzeczywistego, w pełnym jego wizerunku i z pełnym ekwipunkiem. To sztuka stworzona przez ludzi i dla ludzi, godna podziwu, wymagająca skupienia i refleksji.

Dlaczego sztuka dla każdego? Art Brut nie wymaga trzymania jakichkolwiek norm, szablonów, każdy mógł zostać artystą. Jak określił to Dubuffet: „była bez jakichkolwiek intelektualnych ograniczeń

          - Artyści art brut to twórcy, którzy nie kończyli żadnych szkół malarskich, nie należą do elity, nie mieli żadnego kontaktu ze sztuką, a tworzą z głębokiej wewnętrznej potrzeby, często bez chęci pokazywania swojej twórczości komukolwiek – mówi prof. Alain Bouillet, znawca i kolekcjoner art brut, autor wielu prac z zakresu wrażliwości emocjonalnej oraz estetyki, współtwórca muzeum art brut, będącego częścią Musée d’Art Moderne et Contemporain w Villeneuve D’Ascq (Lille, Francja)

Pierwsza indywidualna wystawa prac Jeana Dubuffet w 1943 roku w galerii marszanda René Drouin wywołała sprzeczne oceny: przez jednych okrzyknięty geniuszem i prekursorem nowego prądu w sztuce, przez innych, zwłaszcza przez krytyków sztuki, nazwany został szarlatanem i oszustem.

W dwa lata później wyjechał do Szwajcarii, by poszukiwać, głównie w szpitalach psychiatrycznych, przykładów art brutu. W jednym z zakładów odwiedził poetę Antonina Artaud, z pomocą jego psychiatry stworzył serię obrazów w konwencji sztuki surowej.




W rozprawce z 1946 twierdził prowokacyjnie, że każdy może być artystą. Fascynował go jazz, a zwłaszcza Louis Armstrong

Był kolekcjonerem i od 1947 propagatorem art brut, która jednocześnie była dlań jedną z inspiracji. W powojennej twórczości nurt ekspresjonistyczno-przedstawiający (np. cykle: Mirobolus i Macadam z 1946) przeplata się z nurtem abstrakcyjnym. W twórczości abstrakcyjnej mieszając farby z piaskiem, żwirem, liśćmi czy asfaltem (np. cykle: Ziemie i Tereny z 1951-1952, Teksturologie z 1953, Fakturologie z 1957, Brody z 1959) kładł nacisk na działanie samej materii malarskiej i efekty faktury, czym zapoczątkował tzw. malarstwo strukturalne.










Jean Dubuffet, nie lubił, a nawet chyba nie potrafił, ograniczać się do jednego stylu.
Od 1960 rzeźbił i poszukiwał rozwiązań w muzyce. Od 1978 roku zaczął współpracę z amerykańskim jazzmenem Jasun Martz ,tworząc awangardową symfonię zatytułowaną: The Pillor.


Jego obrazy i muzyka

 


ps. jeśli chcecie poczytać troszkę o sztuce awangardowej, to śmiało możecie sięgnąć po... Korespondencję. "Korespondencja"  to debata o sztuce awangardowej dwóch wybitnych postaci europejskiej kultury intelektualisty oraz francuskiego malarza i rzeźbiarza światowej miary twórców XX wieku, a przede wszystkim przyjaciół- Witolda Gombrowicza i Jeana Dubuffeta.

ps2. jak zwykle zainspirowany S.N


piątek, 25 maja 2012

O Trajbach słów kilka...





Zanim ktoś zabierze się za oglądanie dokumentu o formacji A Tribe Called Quest, radzę mu zapoznać się z ich muzycznymi dokonaniami, jeśli jeszcze tego nie zrobił. Bez tego oglądanie dokumentu nie ma większego sensu… 
Directed by Michael Rapaport.  









Ten film to hołd złożony jednej z najwspanialszych grup hip-hopowych, która skutecznie potrafiła wpleść elementy muzyki jazz do swoich utworów, a przy tym stanowiła opozycję do gangsterskiego rapu, który wówczas był na topie. Udowodnili, że rap przestał bać się lekkości, melodyjności i humoru. Ich płyty - "Low End Theory" czy "Midnight Marauders" - należą dziś do kanonu muzyki rap.



ATCQ stanowili(i stanowią do dnia dzisiejszego) ogromną inspirację dla wielu późniejszych artystów. 



 Jak stwierdził Common w dokumencie:

Pokazali mi jazz. Zupełnie inaczej zacząłem go postrzegać. Charlie Parker był ojcem be-bopu, ojcem nowej generacji jazzmanów. Podobnie było z A Tribe Called Quest-byli pionierami nowego spojrzenia na hip-hop



     Oczywiście nie brakuje malkontentów i purystów, którzy mówią, że ATCQ skończyli się na Midnight Marauders, czyli trzecim już krążku wyprodukowanym przez Q-Tipa
ZeroSiedem do tej grupy nie należy. Zanotujcie to.



     Film wręcz ocieka szczerością, a o powstaniu, sukcesie i rozpadzie grupy mówią sami jej członkowie, czyli Q-TIP, Phife Dawg, Jarobi White, Ali Shaheed Muhammad. Jarobi White? Odszedł z ATCQ po drugiej płycie. Hypeman i pomysłodawca wielu tematów  do kawałków jak np. I Left My Wallet in el Segundo.



     Jak mówi Q-Tip w filmie: „Jarobi był prawdziwym sercem i duszą grupy, nie ja czy Phife…

Michael Rapaport (wielki fan grupy oraz nowojorczyk z krwi i kości) towarzyszy im w chwilach glorii i załamania. Nie kryje również wyrzutów i rozczarowania, które spowodowanie jest narastającymi kłótniami w grupie ( bardzo infantylnymi), a w konsekwencji- rozpadowi grupy. Nie brakuje jednak nadziei, ale także wzajemnych pretensji…

 Całość okraszona jest wypowiedziami innych artystów gatunku jak: De La Soul, Pete Rock, Prince Paul, Black Thought, Common czy Beastie Boys. Za warstwę muzyczną odpowiada sam Madlib.



Rozmowa z Michaelem Rapaportem (za GW Warszawa )

Łukasz Kamiński: Twój ojciec jest znaną radiową osobowością. Jak ważny był jego wpływ na twój muzyczny gust?

Michael Rapaport: Wiele mu zawdzięczam. To dzięki niemu w bardzo młodym wieku poznałem mnóstwo doskonałej muzyki. Często też zabierał mnie do radia. Tam poznawałem didżejów, przechadzałem się po magicznym świecie wypełnionym płytami.

A jaki był pierwszy kawałek hiphopowy, który usłyszałeś?

- "Rappers Delight" na promocyjnej, przeznaczonej dla radia płycie, którą tata przyniósł pewnego dnia do domu.

Dokument o A Tribe Called Quest to twój reżyserski debiut. W pracy nad filmem pomogło ci twoje aktorskie doświadczenie?

- Zdecydowanie tak. Sposób opowiadania historii, konstrukcja scenariusza, wydobywanie ze współpracowników tego, co w nich najlepsze, tego wszystkiego nauczyłem się jako aktor na planie. Również podczas pracy nad montażem starałem się traktować bohaterów jak postacie filmowe, tak żeby utrzymać napięcie.

Nie obawiałeś się, że poznając muzyków z bliska, rozczarujesz się nimi?

- Przystępując do realizacji filmu, nie miałem takich obaw. Teraz, po dwóch latach pracy nad filmem, doskonale rozumiem, o czym mówisz. Wciąż jednak jestem wielkim fanem zespołu, potrafię oddzielić sztukę od artysty. Muzycy A Tribe Called Quest zawsze byli dla mnie superbohaterami, ale wyłącznie jako artyści. Nie oczekiwałem od nich natomiast, że jako ludzie będą różnili się ode mnie czy od ciebie.

A Tribe Called Quest to ikona współczesnej muzyki, ale poza granicami USA znani są raczej wyłącznie fanom hip-hopu.

- Chciałem opowiedzieć historię uniwersalną o muzyce, ale też i o emocjach, międzyludzkich relacjach. Dzieje A Tribe Called Quest nadawały się do tego idealnie. To oni rozbili zaściankowe, schematyczne myślenie o kulturze hiphopowej, wyszli poza hermetyczną scenę i przekonali do swojej muzyki ludzi, którzy wcześniej się nią nie interesowali.

W kilku wywiadach mówiłeś, ze ważną inspiracją, źródłem natchnienia były dla ciebie filmy dokumentalne o Stonesach czy Beatlesach. Jak sądzisz, czy historia ATCQ będzie zrozumiała, czytelna dla ludzi za 20 lat, tak jak wciąż ciekawe są opowieści o Micku Jaggerze czy Johnie Lennonie?

- Zastanawiałem się nad tym podczas pracy nad filmem. Ale widzisz, tak jak muzyka Stonesów, tak nagrania A Tribe Called Quest już zawsze będą popularne, już są wpisane we współczesną kulturę. Myślę, że każdy film o nich - szczery, sprawnie zrealizowany, a taki właśnie chciałem zrobić - ma szansę być aktualny, zrozumiały.

A jaki jest twój ulubiony muzyczny dokument?

- Jest wiele doskonałych, ale mój ulubiony to "Gimme Shelter" o Stonesach.

Czy widzisz obecnie artystę na amerykańskiej scenie hiphopowej, który dorównywałby talentem i wielkością A Tribe Called Quest?

- Odpowiem ci na to pytanie za dziesięć lat, dobrze? Musimy poczekać, żeby zobaczyć, czyj głos, czyja muzyka będą wciąż miały znaczenie, będą zachwycały fanów, przemówią do kolejnego pokolenia fanów hip-hopu.

 Oficjalny trailer



ps. dopiero niedawno temu dowiedziałem się dlaczego Trugoy the Dove zakrywa swoje oko w tym klipie:



Sprawdźcie koniecznie!

ZeroSiedem Crew