Leniwe, apatyczne, majowe
popołudnie. Wprawdzie zewsząd docierają do nas różnorodne informacje dotyczące
artystów, którzy wystąpią na tegorocznym festiwalu w Hradec Kralove. Jednak
pozytywna gorączka dopiero nastąpi, gdyż zostało jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia
festiwalu, ale każde nowo pojawiające się nazwisko przyprawia nas, z każdym
dniem, o zwiększoną ciepłotę organizmu. Postanowiliśmy przeanalizować
najważniejszych uczestników HH KEMP A.D 2012, przedstawić pokrótce te muzyczne
osobistości oraz ich dokonania. Ot, tak, żeby nie jechać do Hradec „w ciemno”.
Choć mamy nadzieję, że większa część line-upu jest doskonale znana prawdziwym
fanom „Festiwalu z Atmosferą”. A jak wiadomo, nadzieja jest…
Jean Grae
Ktoś kiedyś słusznie napisał o
niej 'najbardziej szanowana, a z całą pewnością najbardziej szanująca się z
raperek'. Trudno się z tym nie zgodzić. Jeśli pod swoje skrzydła wziął ją sam
Talib Kweli, a gościnne występy proponują tacy mikrofonowi wyjadacze jak Masta
Ace, Pharoahe Monch czy Atmosphere, to coś musi być na rzeczy. Własny,
niepodważalny i bezkompromisowy styl, który ujawnia się przy okazji
niebanalnych tekstów raperki rodem z NYC, choć jej korzenie wędrują aż do RPA.
Jean Grae to jeden z większych
talentów kobiecego MC'ingu w zeszłej dekadzie. Bez dwóch zdań. To raperka,
która słowami potrafi na mikrofonie krzesać iskry. Sprawdźcie…
Jeden z ważniejszych graczy na
scenie powiedział kiedyś, że w tej grze nie ma świętości, nie ma miejsca na
święte krowy, nie ma nietykalnych zawodników. Jest w tym stwierdzeniu
oczywiście wiele słuszności, jednak jak to zwykle bywa- są wyjątki od reguły.
Masta Acejest właśnie takim wyjątkiem. Bez dwóch zdań.
Masta to człowiek,
który hip-hop ma wpisany w DNA. Rap to dla niego małżonka, która, choć wiele lat
minęło, wciąż darzona jest niezwykle mocnym uczuciem, szczerością i wiernością,
ów związek przepełniony jest niezwykłą troską o siebie. Że Ace jest ikoną? To
fakt oczywisty. Że należy do „wymarłego” gatunku raperów, który jednak wciąż
nie zamierza rezygnować? Że cechuje go high level of rapping skills? Wiadomo.
Inspiracja dla wielu graczy, nawet dla samego Eminema.
Ace to MC, który obcuje z rapem
już od lat 80tych XX wieku. Widział wszystkie przemiany tej muzyki, od
oldschoolu, czasy Złotej Ery, aż po „syntetyczne” czasy. Dlaczego jest ikoną? Sprawdźmy
najważniejsze dokonania tego kota:
Sittin on Chrome (1995)- Delicious Vinyl
Największy sukces komercyjny
rapera. Płyta od początku do końca stoi na wysokim poziomie. To punkt łączący
czasy boom bapu(„Born to roll”), g-funku( „Sittin on chrome”), soulfullowych
brzmień(”The INC-Ride”) i wreszcie braggadacio(„Terror”). Wszystko okraszone
Isley Brothers, Roy’em Ayers’em czy Ericem Gale’m. Choć ogólnie można
powiedzieć, że jest to pokłosie sukcesu „The Chronic” Dre’a. Dla mnie jest on
lepszy niż Chronic. Album oczywiście znakomicie sprawdza się podczas jazdy
samochodem, więc zakupcie dobry sprzęt do swoich powozów i jazda…
„What’s ya name kid?
Well, let’s just say it’s the A to
the S-E, Don’t try to test me
Masta Ace - Terror
Disposable Arts(2001)
A LONG HOT SUMMER(2004)
Dwa albumy
Masty, które na trwale zapisały się złotymi literami w annałach rapowej
historii. Albumy znakomite na każdą porę dnia i nocy, przez cały rok.
Kapitalne, klasyczne bity + bezpretensjonalny rap na stałym, wysokim poziomie. Wciągające
storytellingi, którymi Ace przenosi nas do swojego świata. Po przesłuchaniu „A
long hot…” określenie „lato” nabiera zupełnie innego znaczenia. Przynajmniej w
moim przypadku. Doświadczenie, mądrość, szczerość, a przy tym Ace pokazuje jak
jechać podwójnymi, bez zbędnej zadyszki i efektownie. Kwintesencja koncept
albumu. Ktoś słyszał wówczas o takim producenckim kocie jak Koolade???Po tym
kawałku poznał go cały świat:
Masta Ace- Beautiful
„(…)the most beautiful thing ever
And it's here to bring terror to the
bling era (yeah)
You can feel it in ya inner
It's like Grandma's house,
Thanksgiving dinner
It's like a day in the park
Or at night when you get the ball
and you play in the dark…”
Niewielu
jest MC, którzy potrafiliby tak opisać poznanie kobiety i uczucie, które ich
połączyło. Ace tego dokonał:
Masta Ace- Brooklyn Masala
“On out first date knocked on the
door around 8
when she came down she smelled good
and looked great
She had the tight Frankie D'z on,
white on white ones
a pink bubble goose and pink
bubblegum, I'm like: DAMN!!!”
eMC – The Show (2008)
M3 Records
Oczywiście, że ciężko jest
dorównać poziomowi solówek Ace’a. To jasne. Oprócz tego słyszałem opinię, że
płyta jest zbyt różnorodna muzycznie i przez to mało spójna.
Że niby co??? Ace to mistrz mikrofonu, ale Punchline, Wordsworth i Stricklin także
trzymają poziom. „The Show” to sprawnie opowiedziany dzień z życia eMC. Od
samego początku można zaobserwować duże zrozumienie wśród raperów. Na produkcji
Ayatollah, Marco Polo, Koolade, Frequency, Quincy Tones czy Nicolay. Wszyscy
wnieśli sporo różnorodności, od syntetycznego posmaku, aż po headbanger. Moim
zdaniem, właśnie ta różnorodność jest atutem, bo wszystko komponuje się
perfekcyjnie. „The Show” to wzorcowy przykład tego jak powinien wyglądać
undergroundowy rap.
eMC- Once more (prod. Marco
Polo)
eMC- Winds of Change
Masta Ace & Edo G - Arts
and Entertainment (2009) M3 Records
Album miał zadatki na klasyk (zadatki czyli Maste i
Edo), jednak wyszła z tego „tylko” dobra płyta. MC robią swoje. Jest trochę
nawiązania do dawnych czasów i dokonań raperów, jest sporo goryczy na temat
obecnej sytuacji w rapie. Generalnie, warstwa liryczna stoi na wysokim
poziomie. Zatem dlaczego „tylko” dobra? Produkcja. M-Phazes, Spinna czy Supreme
One to uznani producenci, ale podobnie jak reszta producentów, na „Arts…” bez błysku. Fajerwerków nie ma. Szkoda,
bo dwóch konsystentnych MC zasługuje na więcej.
Nie muszę chyba wspominać, że „Arts…” mimo tego, że
jest „tylko” dobra, to wciąż pokazuje wielu „młodszym artystom” gdzie jest ich
miejsce. O jakich „artystów” mi chodzi? Sprawdźmy:
Masta Ace & Edo G – Little
Young
“Understand where I'm comin from?
Nope you probably don't, that's cause you a little young(…)
Understand what I'm sayin son?
Nope you probably don't, that's cause you a little young…”
“Remember Youngsta’s? Now we got Young Star
Too young to buy a drink, drive they own car…”
Master(Masta) Ace – Take A
Look Around (1990) Cold Chillin
Jeśli kochacie oldschool tak
jak ja, to jest to pozycja obowiązkowa. Co ja mówię? To jest album obowiązkowy
dla każdego, prawdziwego fana rapu. Debiut Master Ace’a z 1990 roku. Legendarna
wytwórnia Cold Chillin. Produkcja Marley Marl i Mister Cee. Może przedstawię
samplowanych artystów? James Brown, Curtis Mayfield, Otis
Redding, Eddie Kendricks, Grand Funk Railroad, Crusaders, Gil-Scott Heron, Kool
& the Gang, starczy? Przy tym już wtedy Ace udowodnił, że jest absolutnym mistrzem
mikrofonu, dodatkowo ukazując swoją wszechstronność. Jego teksty są bardziej
bezczelne, dosadne i „głodne” niż przy „nowszych” albumach. Flow Ace’a jest na
tyle elastyczne i giętkie, że skutecznie dostosowuje się do stylistyki i tematu
każdego tracku. Przykład? „Letter To The Better”. Sprawdźcie ten numer, w jaki
sposób i z jaką prędkością, Ace wypowiada słowa i je akcentuje.
Masta Ace – Letter to the
Better
Do historii oraz do podręczników
rapowania trafił kawałek “Me and the Biz”. Masta w dwóch rolach. To on udaje
Biz Markiego, któremu chciał pokazać jak ma nawinąć napisany przez niego tekst!
Wszystko okraszone sporą dawką humoru i dystansu. Techniczny majstersztyk,
który wyniósł Ace’a na rapowy Parnas
Masta Ace – Me and the Biz
W następnej części
przedstawię najlepsze featuringi Masty. A było ich wiele.
Leniwe, apatyczne, majowe popołudnie. Wprawdzie zewsząd docierają do nas różnorodne informacje dotyczące artystów, którzy wystąpią na tegorocznym festiwalu w Hradec Kralove. Jednak pozytywna gorączka dopiero nastąpi, gdyż zostało jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia festiwalu, ale każde nowo pojawiające się nazwisko przyprawia nas, z każdym dniem, o zwiększoną ciepłotę organizmu. Postanowiliśmy przeanalizować najważniejszych uczestników HH KEMP A.D 2012, przedstawić pokrótce te muzyczne osobistości oraz ich dokonania. Ot, tak, żeby nie jechać do Hradec „w ciemno”. Choć mamy nadzieję, że większa część line-upu jest doskonale znana prawdziwym fanom „Festiwalu z Atmosferą”. A jak wiadomo, nadzieja jest…
Dilated Peoples
W zasadzie to tych panów nie trzeba przedstawiać. Niewiele jest ekip, które cieszą się takim respektem na całym świecie jak Dilated. Nazwa oznacza ludzi, którzy stale doskonalą swoje umiejętności. Dorobili do tego małą filozofię ("dilated" oznacza też stan, gdy oko jest otwarte), mówiącą, że patrzą na świat bardzo wnikliwie. Stąd się wzięło logo składu, przedstawiające zarys postaci, której głowa stanowi źrenicę wielkiego oka.
Przedstawiciele kalifornijskiego klimatu działają na scenie już kilka ładnych lat. Babu, Evidence i Rakaa Iriscienceto trzy różne style, trzy rożne osobowości, które w połączeniu dają wybuchową mieszankę. Bezkompromisowo i z dużą pewnością siebie potrafią komentować otaczającą ich rzeczywistość, a przy tym zachowują szacunek i nawiązania do tzw. starej szkoły rapu i wszystkich elementów kultury Hip-Hop.
Wzorcowa działalność w kalifornijskim undergroundzie, zaowocowała uznaniem szerszej publiczności i mediów. W dużej mierze to Dilated zmienili obraz sceny z L.A, która kojarzyła się głównie z gangsta rapem. Na rozkładzie (oczywiście prócz Babu i Evidence’a) mają takich producentów jak: DJ Premier, The Alchemist, Questlove czy Kanye West.A w dorobku klasyczne już krążki: „The Platform”, „Expansion Team”, „Neighborhood Watch” czy ostatnio „20/20”.
Jest dużo słońca i luzu, ale wszystko okraszone jest wnikliwym spojrzeniem, które rejestruje wszystko co nas otacza i może być źródłem naszych wrażeń zmysłowych…
Ci chorzy pół-ludzie, pół-nie wiadomo co, nie uznają żadnych świętości, nie stosują
półśrodków, nie biorą jeńców, strzelają do dzieci i niewiast.
Przed takimi typami jak oni, ostrzegały Nas matki. Twoja młodsza
siostra po spotkaniu z Holendrami już nigdy nie byłaby tą samą,
niewinną dziewczynką. Co by nie pisać o Dope D.O.D., idealnie
wstrzelili się ze swoją definicją hardkorowego, podsyconego
dubstepem, hip-hopu. Dmuchnęli w żagle statku, wodowanego w 2009
przez Foreign Beggarsza pomocą „United Colours Of Beggattron”,
z tym,że załadowali na pokład treści typowo nadające się na
horror. I widać/słychać , że zrobili to skutecznie, docenieni
przez Korn, iLimp Bizkit przed którymi grali supporty.
Sprawa jest prosta. „Branded” to
nazwa planety na której Dopey Rotten, Jay Reaper, Skitz Vicious
postanowili umieścić dużo wszelakiej maści okropieństw – a
Twoje ciało znalezione w wannie pełnej krwi na tyłach jakiegoś
dziwnego domostwa zaliczałoby się do najlżejszego – oraz sporo
nielegalnych tematów. Bo partycypujemy tu np. w pięknej balladzie,
odzie do narkotyków - „Candy Flipping” (oj jakże przewrotny
tytuł), co ciekawe, numer należy do jednego z najgładszych na
płycie, a gitarka nadaje tym prawie 4 minutom lekkiego vibe`u.
Reszta już nie prezentuje się tak lekko i śmiało możemy wrzucić
większość tracków stąd do szufladki tytułowanej: instant
pożoga, rozpierdol, armagedon, rebelia.
Każdy z tej trójki barbarzyńców
prezentuje się solidnie jeżeli chodzi o mordowanie bitu. Co prawda
nie osiągają mistrzostwa w sztuce, ale razem tworzą zgrany
kolektyw, dobrze naoliwioną maszynę. Jednak trzeba sobie zdać
sprawę, że już solowo nie kopałoby to tak tyłków. Z drugiej zaś
strony jeżeli nie wypada się blado przy Seanie Pracie (tak, Piiii z
Heltah Skeltah), ba, dorównuje się mu poziomem tak jak ma to
miejsce w tracku „Psychosis”, to świadczy to o jakiejś skali
talentu reprezentantów Groningen. Poza tym wersy: "I am the one who told george bush that he could be a president", prezentują zarówno pomysłowość jak i uświadamiają Nas w wielkości pojebania ludzi spod pomarańczowej bandery.
Last, but not least, na koniec
pozwoliłem sobie zostawić fundament sukcesu „Branded”, za którym
kryje się niejaki Peter Songolo. Pozostający w cieniu swoich
bardziej charakterystycznych kolegów , a prościej rzecz ujmując,
producent praktycznie zawsze startuje zza pleców MC choćby ten
cechował się wyrazistością kisielu, przygotował sporą dawkę
kopiących tyłki melodii. Często przywodzą na myśl najlepsze
fragmenty wspomnianego „UcoB” Beggarsów czy słynne, osławione
„Contact”, niewątpliwy plus bez jakichkolwiek podejrzeń o
kopiowanie. Songolo pokręcił gałkami swojego automatu; zgotował serię cięć tępą piłą produkując numery zachęcające do rozkurwienia czekogolwiek, kogokolwiek. Więc
jeśli czeka Cię ciężki dzień przeprawy przez „ocean”
kontaktów z idiotami to „Branded” wydaje się być idealną
dawką wspomagania w tym trudnym czasie.
Wstępnie kilka zdań na wolno w temacie LP, a dalej mały dyskurs pomiędzy mną a Kacprem:
Common krążkiem The Dreamer The Believer zdecydował się porzucić postawę zaangażowanego, inteligentnego artysty, przykładnego człowieka, wzorca dla młodych adeptów miejskiej dżungli, na rzecz chłopaka bawiącego się życiem, w tym groźnego faceta , który ma niejeden sposób jak wypatroszyć wack mc`s. Dla ultrasów poczynań Commona powyższa cenzurka płyty jest dyskredytująca, bo Ci przyzwyczajeni do ciepłych, bogatych w miłość numerów niechętnie przyswoją storytellingowe "Raw" czy "Sweet" z liniami pokroju "How Can I say this?/ Fuck it, i`m the greatest." Swoją droga niemiłosiernie prosta, ale jakże imponująca gdy wjeżdża nią Common na bicior.
Mimo, iż Common spłycił liryki w porównaniu do poprzednich wydawnictw to nie ma siły by odczepić stały element nagrań autora "Like Water For Chocolate". Potwierdzeniem niech będą ciepłe "love i lost", pogodne "blue sky" albo "the believer" z udziałem Johna Legenda. Zachodzi tu umiejętne balansowanie pomiędzy jurnymi przechwałkami, dostatnią, elitarną zabawą w gronie najbliższych przyjaciół, a historiami o większym bagażu pozytywnych emocji...
Kacper a jak ci siadła płyta commona Klepa jeszcze nie sluchalem ale z singli to ghetto dreams i the raw Kacper kozacki jest na maxa jest taki muzyczny idealny Klepa mowisz? Kacper
bardzo dojrzały Klepa sprawdze na pewno na dniach to sie podziele opinia ale slyszalem rozne skrajne Kacper ja juz 3dzien męcze Klepa Ty mowisz,ze mega, ktos tam,ze raczej slabo Kacper tez myslalem ze oprocz ghetto dreams nic ale wiesz za tym 7 razem to juz Klepa no, to juz kiedys wrzucalem na tablice to kozak + jeszcze 2/3 single, to wszystko co slyszalem Kacper 7 razy płyta robi swoje tak samo o pariasach myslalem i czytalem ze gówno ale niektóre po prostu idealnie mi siadają Klepa postaram sie napisac cos o tym bo ponoc ta plyta jest lzejsza niz pozostale commona Kacper o wiele moim zdaniem Klepa ale o nawijeczke tu sie nie boję raczej Kacper nie chodzi o nawijke Klepa to jak wlasnie w tym singlu leci blue sky, albo w the raw - o to chodzi ! Kacper styl tekstów ten sam i on jest troche dla mnie uciążliwy, a raczej był, cięższy, ale w połączeniu z tak świetna kompozycja szok. poza tym sa na płycie mocniejsze momenty gdzie on z buta wjezdza a są lajtowe z użyciem pianina wolniejsze
gdzies mniej wiecej 48 sekunda mocne wejscie i mocna nawijka Klepa no to wydaje sie,ze Common nie zawiodl Kacper duża szerokość płyty Klepa mainstream na najwyzszym poziomie Kacper rozpiętość a do tego ma fajną okładkę Klepa no to bede to nakurwiał juz mi cala recenzje zalatwiles przepisze rozmowe z fejsa i tyle ;]
***
Dziś, mądrzejszy o kilkanaście przesłuchań, zgadzam się z:
- duża rozpiętość/szerokość płyty;
- fajna okładka;
i w sumie to tyle. Poza "Raw", "Sweet", "Ghetto Dreams" i "Blue Sky" nie będę tu wracał. Reszta już kiedyś była, choćby na eleganckim "Finding Forever" z 2007.
Nowy, oczywiście jak to na ZeroSiedem, nieregularny cykl poświęcony magom X muzy oraz ich najważniejsze produkcje.
W pierwszej odsłonie cyklu wystąpi Michelangelo Antonioni.
W tym roku świętujemy stulecie urodzin tego geniusza kina. Jego filmy zmieniły na trwale bieg i oblicze światowego kina. Całkowicie zrewolucjonizował sposób patrzenia na miejsce jednostki we współczesnym świecie, posługując się językiem dotąd nieznanym i niestosowanym.
W swoim filmach starał się odszukać odpowiedzi na fundamentalne pytania: skąd przybywamy? dokąd zmierzamy? Człowiek poszukuje, błąka się i błądzi. Podobnie było z Antonionim na poletku filmowym. Kiedy w 1960 roku na festiwalu w Cannes pokazano film „Przygoda", widzowie wręcz wygwizdali film, choć „Przygoda” zyskała nagrodę krytyków.
Nie przejmował się krytyką publiczności, jak twierdził:
„Nie robię filmów dla publiczności. Chcę robić po prostu filmy”
W latach 1957-1975 zrealizował osiem dzieł, które na trwale zapisały się w annałach światowej kinematografii. Na szczególną uwagę zasługują dwie powstałe we wspomnianym 18-leciu trylogie: tzw. „włoska trylogia samotności” (Przygoda, Noc, Zaćmienie) oraz „międzynarodową trylogię kontestacji” (Powiększenie, Zabriskie Point, Zawód reporter)
Antonioni nie dawał widzowi gotowych rozwiązań. Pozostawiał go w roli obserwatora. Nie prowadzi widza za rękę, nie moralizuje, nie potępia nikogo, nie opowiada się po niczyjej stronie, nie jest sprzymierzeńcem publiczności, nie jest Bogiem. Publiczność sama musi się uporać z burzą myśli po obejrzeniu filmu. Jednak to pozostawienie jej sobie samej powoduje, że dojrzewa, staje się dorosła. Takie kino wyrabia w nim gotowość do własnego zdania i samodzielnej oceny moralnej.
Ciekawostką jest fakt, że w tym samym dniu co Antonioni, zmarł również inny wybitny mag reżyserii – Ingmar Bergman
Cover: Robert Glasper Experiment - Smells Like Teen Spirit
Nirvana jaka jest każdy wie, więc nie muszę zbytnio pisać o tym numerze, pieprzony klasyk. Robert Glasper z zespołem w żaden sposób nie ulepszyli niczego w tej kompozycji, ale utwór jest ciekawym eksperymentem, bo gdzie usłyszymy Nirvane z użyciem autotune'a i bez gitary? Pomimo znienawidzonego przez większość autotune'a cover ma dobry smak, razem z ciepłymi klawiszami i leniwą perkusją tworzy zgrabną całość. Kompozycja nie jest monotonna, pod koniec następuje apogeum w postaci wijącego się syntezatora i kobiecego wokalu, które też jest nadzwyczaj subtelne. Tak jak mówiłem wcześniej, utwór jest ciekawym eksperymentem, ale niczym więcej, nie jest to kawałek do którego będę systematycznie wracał, ale twierdzę że warto sprawdzić i poczuć tą oryginalną adaptacje.